blog

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna w barwie zieloni i błękitu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna w barwie zieloni i błękitu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 marca 2010

I did it - zrobiłam to :)))))))

To jest moja recenzja płyty "ANALOGUE" grupy A-HA, wydanej w 2005 roku.
This is my review of A-Ha album "ANALOGUE", published in 2005.


Na początku zobaczyłam video clip do piosenki "Analogue" , i nie było już odwrotu. Musiałam kupić płytę. 
Miałam, wtedy 28 lat i żyłam życiem człowieka dorosłego ale nie w pełni uformowanego, bez planów na życie.
"ANALOGUE" to najważniejsza płyta w moim życiu. Dlaczego? Bo od niej właśnie, zaczęło się moje świadome i prawdziwe życie.


At the beginning I saw the video for the song ANALOGUE and there was no turning back. 
I had to buy the album. I was 28 years old and lived the life of an adult, but not yet fully formed, with no plans for life. “Analogue” is the most important album in my life. Why? Because from that album began very conscious and real life for me. 


Teksty "Celice", "Summer of our youth", "Cozy prison" pokazują mi ból, radość życia i próbę zatrzymania czegoś co jest ulotne - życia, miłości , szczęścia ...
 "Cozy prison" - ta piosenka daje mi wiele do myślenia - opisuje nowoczesny świat, który nie zawsze jest piękny, mamy wszystko na wyciągnięcie ręki, ale cierpimy z braku wolności i dziecięcego zachwytu nad cudami świata.
“White dwarf " całkowicie mnie zaskoczyła - ponieważ opisuje kosmos ludzkiego życia i pewne jego złożoności.
“A Fine Blue Line” - jest jak punkt w moim życiorysie, bo mówi o moich straconych szansach.Teraz staram się cieszyć życiem, wtedy to było niemożliwe. 
Jeśli ktoś dałby mi dzisiaj tą płytę jeszcze raz i poprosił o jej wysłuchanie, zrobiłabym to.I zakochałabym się w niej jeszcze raz. 


Lyrics: "Celice”, "Summer of our youth", „Cozy prison" shows me the pain, the joy of life and attempt to stop something that is fleeting – life, love, happiness...
“Cozy Prison”- this song gives me much food for thought - describes the modern world, which is not always beautiful, we have everything at our fingertips, but we are suffering from lack the freedom and the children's delight in wonders of the world.
“White dwarf " totally surprised me - because it describes the universe of human life and some of its complexities. 

“A Fine Blue Line” - is like a speck on my CV, because it talks about my missed opportunities ...Now I try to enjoy life, then it was not possible. If someone gave me today that CD again in hand, asked for listening it, I’d do it. I would fell in love in it once again.


Najlepsze jest zdjęcie serca na ostatniej stronie książeczki ... serce - idealna i unikalna maszyna. Każdy ma w sobie pompę , w której mieści się miłość, nienawiść, wszystko... Każde serce jest inne. Dla mnie A-HA to moje życie wypełnione muzyką . Moje MP3 jest ze mną wszędzie i muzyka A-HA także.


The best is picture of the heart on the last page of booklet ... the heart - the perfect and unique machine. Everyone has a pump inside, in which there is love and hate, everything... Every heart is different. For me A-ha is my life filled with music. My MP3 is with me everywhere and also A-ha music.



środa, 21 maja 2008

After midnight

Jest 1:40 a ja jeszcze nie śpię i nie zanosi się na to, żebym poszła spać.
Dawno nie pisałam tutaj nic. Jeszcze tydzień mam do wyjazdu na moje wakacje. Nie mogę się ich doczekać, a z drugiej strony nie mam wrażenia, że za 7 dni będę chodziła tylko w sandałkach, szortach i koszulce na ramiączkach.
W Warszawie pada deszcz. Cały dzień i całą noc. Zaczęło wczoraj wieczorem. Rano nie obudziło mnie słońce. Pogoda jest fatalna. Muszę zdjąć pranie z mojego balkonu i porządnie wysuszyć je w mieszkaniu. Mam kolejną partię do prania. Praktycznie wszystko już zrobione i kupione.
Czeka mnie jeszcze tylko: sprzątanie i gruntowne odkurzenie mieszkania.

W niedzielę chcę się spakować i mieć ten cały kram z głowy. Jeszcze nie wiem co zabiorę. Chciałabym już obudzić się w środę rano i spokojnie wykąpana, umalowana i ubrana pojechać na lotnisko. Nie szaleć. Wszystko jest zamówione i załatwione. Czekam tylko na start samolotu. Jak już wystartujemy to uznam, że zaczęły się wakacje.

Ziewam cyklicznie. Jestem trochę śpiąca, a jednak jeszcze poczytam książkę i zapakuję kompa do torby po jego odłączeniu od netu.
W ubiegłą sobotę byłam w Muzeum Powstania Warszawskiego. To była Noc Muzeów. Można było od 19 do 1 w nocy zwiedzać bezpłatnie muzea. Ja i Iza wybrałyśmy się o 22:30 właśnie do Muzeum Powstania Warszawskiego. Kiedy dotarłam na miejsce była ogromna kolejka. Dostanie się do środka zajęło nam jakieś 40 minut. Ludzi było bardzo dużo. Mnóstwo cudzoziemców, rodzin z dziećmi i młodych. Panował ogromny ścisk.

Mnogość eksponatów, sposób przygotowania całej wystawy, jej prezentacja oszałamiają.
Najbardziej wstrząsające były dla mnie czarna ściana (z bijącym sercem, serią z karabinu maszynowego), powstanie oczami dzieci i prosta płyta chodnikowa z napisem ZASYPANI.
Miałyśmy mało czasu i bardzo niewiele zobaczyłyśmy. Po moim powrocie z wakacji, zamierzamy tam wrócić, z aparatami fotograficznymi, na cały dzień... Ponieważ 2 godziny na to muzeum nie wystarczą.

Oczka mam już malutkie... wrednie dobranoc Solarska vel 4emkaa

wtorek, 13 maja 2008

Pękam w szwach ...

Szkło matowe... nie półprzezroczysta konsystencja wylewa się i syczy w chłodnym powietrzu. Jarzy się pięknym czerwonawym płomieniem i w miarę stygnięcia zmienia kolor na fiolet i odcień błękitu. Znika wydzielane ciepło, pozostaje czarna gruda... To ja w swoim śnie.
Przerażająca wizja u progu wakacji mających za moment się odbyć. Czekam na nie jak na tlen. Na razie udaje mi się uśmiechać i odprężać, ale nie powiem jest ciężko.
Nie mam problemów, ale pojawiają się czarne myśli, które lubią ciągnąć w dół, a to źle.
Starszaki wróciły. Dziś ich osobiście odebrałam z lotniska. Czekałam na nich sporo czasu. Na lotnisku pojawiałam się około 11:15 miałam jeszcze godzinę do ich przylotu. Zatem przeleciałam się po nowym terminalu . Pooglądałam sobie i Odloty i Przyloty. Będę już zorientowana 28 maja. Ładny budynek wystawili, tylko że mi się zdaje, że znów zbyt mały. Za kilka lat znów okaże się że trzeba rozbudować, przebudować dobudować, A najlepiej zburzyć i zacząć od nowa.
Terminal 2 jest surowy w formie i bardzo chłody. Niesamowicie minimalistyczny i bardzo bezosobowy. Brakuje cieplejszej nuty. Wszystko jest szare i metalowe - smutne. Rozumie, że to teren neutralny, a jednak Terminal 1 ze swoją "małością" dla mnie jest przytulniejszy :)
Co by nie powiedzieć Terminal 2 jest ładny, estetyczny i bezpłciowy totalnie.
W oczekiwaniu na starszaki zdążyłam przeczytać znaczną część książki, pośmiać się do samej siebie z jej treści, co powodowało, że nikt koło mnie nie siadał i bardzo dobrze.
Czekałam długo. Okazało się, że samolot miał opóźnienie. Dwa razy byłam bliska łez, bo tablice świetlne nie pokazywały tego czy samolot się spóźni, był cały czas w statusie oczekiwania na g, 12:15. Nerwowo było bo zaobserwowałam parę osób czekających taka jak ja z niepewnymi minami.
Ale wszystko dobrze się skończyło i starszaki pojawiły się od razu. Mama czekając na bagaż zdążyła do mnie zadzwonić i oświadczyć, że PALIĆ SIĘ JEJ CHCE. Na moje pytanie odnośnie posiadania papierosów powiedziała, że nie ma i czy mogę jej kupić. Ja na to oczywiście, że tak i poszłam.
Wlazłam do REPLAYA i mówię do sprzedawcy, że poproszę setki, lajty i najlepiej LEVEL. Sympatyczny pan sprzedawca powiedział, że niestety nie ma. Więc musiałam wybrać coś innego. Zaczęłam rzucać znanymi mi markami, ale niestety. W końcu wybrałam LM setki lajty. Co jak co, ale petów nie umiem kupować i już. Pan miał ze mnie ubaw, a ja czułam się jak idiota. Obok stały dwie stewardesy i też pewnie miały ubaw. Tak to już jest z palaczami. Papierosy oczywiście zostały wyrwane z mojej ręki i na zewnątrz moja matka zaciągali się radośnie.
oo:15, pobudka o 4:30. Przesadziłam.
P.S. Starszaki przywiozły mi piękny obrus, uroczy zestaw do kuchni pod tytułem rękawica, ściereczka i miękka podstawka do rzeczy gorących, zajefajny dywanik z żółwiem do łazienki (Zakynthos nazywane jest Żółwią Wyspą). Dostałam piękne pocztówki i mapę wyspy. Kto wie, może pojadę sobie tam kiedyś.
Sky... jeśli to czytasz, to dziękuję. Jak będzie taka możliwość oczywiście odezwę się i mam nadzieję się z Tobą zobaczyć... O rany, ale to będzie zaszczyt :)))))))
Torebki elektryzująco niebieskiej nadal nie kupiłam, ale dziś na lotnisku widziałam Panią właśnie z taką torebką. Miałam ochotę podjeść do tej Pani, uderzyć i odebrać jej obiekt mojego pożądania. To się źle skończy. Maniaczka torebkowa wyląduje w końcu w Tworkach ...
wrednie i śpiąco pozdrawiam Solarska (vel 4emkaa)

piątek, 9 maja 2008

wyjechali na wakacje wszyscy nasi przełożeni ...

... gdy nie ma w domu starszych, to jesteśmy niegrzeczni. Parafraza znanego fragmentu piosenki Kazika. Wyprawiłam swoich starszych na wakacje. Polecieli do Grecji, a ja tego samego dnia spakowałam moją małą walizkę i przeprowadziłam się do nich w celu pilnowania ich mieszkania.
Mam dla siebie całą wannę, pustą lodówkę i mały telewizor podłączony do kabla. Mam też do pilnowania samochód i podlewanie kwiatów. Najbardziej zadowolona jestem z wanny. Właśnie siedzę przy "swoim-nie-swoim" komputerze, który działa jak chce i kiedy chce. A jak go się włącza to najpierw buczy, piszczy i generalnie zachowuje się dziwnie. Dobrze, że nie pluje ogniem.
W poniedziałek rano zawlokłam Blondyna za uszy do mojej uczelni. Podpisałam dokumenty, wypełniłam stosy papierków, zrobił
am test z angielskiego i zapisałam się na studia. Zajebiście nie ma co :) Oficjalnie jestem studentką. Moje zajęcia mają się zacząć od połowy września, szkolenia biblioteczne, "dziekanackie" i jeszcze jakieś inne. Ciekawa jestem czy przysługiwać mi będą zniżki na komunikację miejską?


Wczoraj byłam na zakupach, kupiłam dwie fajne koszulki, top na ramiączka i czarną tunikę. I najważniejsze znalazłam ładny czarny kostium. Fantastycznie wygląda mimo, że nie ma wiązania na szyję. Sprawdziłam taki typ wiązania. Wyglądałam w tego typu kostiumie okropnie.

Jest strona polskiego producenta, który szyje przepiękne stroje kąpielowe. Na modelkach wyglądają rewelacyjnie. To firma SELF. Ich rozmiarówka jest zachęcająca. Przy każdym modelu podają symbol oraz rozmiary w jakich dany model jest dostępny. Dla mnie bomba. Tylko dlaczego nie można dostać tych kostiumów w Warszawie? Albo są tak słabo reklamowane.
Zeszłoroczna kolekcja też mi się bardzo podobała. Było więcej modeli dla kobiet o pełniejszych kształtach.
Na uwagę powinna też zasłużyć cudowna sceneria zdjęć. Stawiam na południową Hiszpanię, okolice Andaluzji albo Portugalię. Napatrzeć się nie mogłam.
A jutro znów muszę wstać do pracy.
Starszaki przylatują we wtorek. Mam kupę roboty do tego czasu.
W poniedziałek będę musiała skończyć sprzątanie, które zacznę w sobotę. Napaliłam się na ugotowanie gulaszu z papryką. Muszę zrobić zakupy. Mam dziecinnie prosty przepis i mam nadzieję, ze uda mi się go zrealizować. Jeśli nie, to będę bardzo niepocieszona.
Do moich wakacji co raz bliżej. Nie mogę się doczekać. Dlatego na dobranoc obejrzę sobie jeszcze raz zdjęcia z zeszłego roku.
P.S. Moja obsesja posiadania nowej torebki doszła do zenitu... Znalazłam, ale nie zieloną, a niebieską, dokładnie taką samą jak moja czarna tylko w innym kolorze. Cudownie, jeszcze jej nie kupiłam, ale to jest kwestia czasu.
Wrednie i śpiąco Solarska vel 4emkaa.

poniedziałek, 5 maja 2008

Telenowela południowoamerykańska cz.3 - Złe miłego początki.


Weekend majowy zaczyna się rozkosznie, jest pogodnie. Dla mnie już od 30 kwietnia jest odpoczynek. Radośnie witam słoneczną pogodę i ciepłe wiatry. Zapłacone rachunki i pełne możliwości wydawania kasy. Rezultat: spódnica i dwie pary dżinsów. Mogły być jeszcze śliczne lakierowane pantofle bez palców, ale jakoś nie udało się. Zrezygnowałam chociaż mama proponowali :)
Na cały weekend zadekowałam się u starszaków. Do chaty wpadałam tylko w piątek pozostać swoje zakupy... aha zapomniałam o bluzie do dżinsów:)
Na wakacje będzie jak znalazł.
Ale, od dwóch dni tzn. od soboty przezywałam u starszaków epizod: PAKOWANIE. To masakryczny stan, powodujący nerwowość u całej rodziny. Duble i Jabłońska mają syndrom: NIENAWIDZĘ SIĘ PAKOWAĆ. Na nic uspakajające mantry oraz rozmowy. Nie to na nas nie działa. Więc ja gotowałam posiłki, a Blondynki pakowały swoje walizki na tygodniowy pobyt w Grecji - na wyspie Zakynthos. A ile przy tym krzyku, śmiechu, wypalonych papierosów i chorych teksów. Brak kamery wideo... Ta ...
Retrospekcja...
1 maja - dzień wcześniej zadzwoniła do mnie kumpela z roboty i zaprosiła na grilla. Ponieważ do starszaków przyjechało sprechen sie Deutsch (chyba tak to się pisz :P - brat z Niemiec). Zatem zmyłam się i pojechałam. Było super. Obejrzałam piękny dom, zjadłam rewelacyjną karkówkę, podyskutowałam na temat modelingu, ciuchów, muzyki i światopoglądu. Gadaliśmy o pracy, ludzkich charakterach. Pojawiła się kolejna koleżanka z pracy ze swoim facetem i bratem. Potem dojechała jeszcze bliska znajoma właścicielki domu. Jednym słowem zabawa była przednia.
Do domu została dostarczona samochodem . Moja rozespana mama twierdziła, że przyjechałam taksówką (sic!), bo ją słyszała... Ciekawe, bo ja wysiadłam na rogu Banacha i Grójeckiej.
A dziś szara rzeczywistość. Ja robiłam obiadek i kolację, mama z Michałem się pakowali. A jutro idę złożyć papiery na uczelnię. Dużo spraw przede mną. A do wyjazdu pozostało 3 tygodnie.
wrednie pozdrawiam Solarska (vel 4emkaa)

czwartek, 24 kwietnia 2008

Wątki z południowoamerykańskiej telenoweli cz. 1:)

Jakiś czas temu , oświadczyłam, że zamierzam iść na studia. Na moich groźbach się nie skończyło. Zebrałam już wszystkie dokumenty, muszę jeszcze tylko wykonać zdjęcia i zdobyć "qrewsko trudne do uzyskania" zaświadczenie o braku przeciwskazań do studniowania. I tutaj zaczynają sie schody. Alternatywy jakie mam to:
a) zapłacić 60 zeta i mieć zaświadczenie od ręki,
b) skorzystać z pomocy państwowej służby zdrowia.
Co wybrałam? Opcja b. Dzięki operatywności Blondyna (męża mojej mamy) dowiedziałam się, że lekarka piewszego kontaktu w jego przychodni rejonowej wystwia odpowiednie zaświadcznia. Zatem poszłam się zapisać do "rejonu". Wypełniłam odpowiednie druczki, podstemplowałam książeczkę ubezpieczeniową (bo Rumua - popularnie zwanych w naszej fabryce kredek Rumunami - nie dostaję od dłuższego czasu:P) i powędrowałam do ładnej, odnowionej przychodni.
Odstałam swoje w kolejce, poczym dowiedziałam się, że źle stoję - "NA INTERNE PROSZĘ". Poszłam do stanowiska obok, za palcem pani w białym kitelku (sic!) i wyartykułowam : DZIEŃ DOBRY. Pani odburknęła i zapytała o co chodzi. A ja : Chciałam się zapisać do przychodni. I tutaj uruchomił się u pani mechanizm spychologiczny: Ale to ja nie wiem... proszę przyjść jutro, będzie nowa doktór!(taki sam chwyt zastosowała w stosunku do staruszka, który przyszedł wcześniej).
A we mnie się krew zagotowała: Ja nie chcę do nowego lekarza, ja mam już wybranego lekarza. Na dowód pokazałam wypełnione świstki. Pani pomlaskała: A do kogo? Podałam nazwisko i dodałam: że moja przychodnia zakładowa (śmiechu warte LUXMED :P) nie wydaje tego czego potrzebuję, zatem musze zapisać się do rejonu. Na to pani, że jak już mam przychodnię to tak nie wolno, że trzeba wybrać, bo mi będą podwójną składkę naliczać(?!) Tutaj już nie wytrzymałam:
Nie ma przepisów, które to regulują, i to ja decyduję gdzie się leczę. Czy Pani mi chce utrudnić zapisanie się do przychodni? Pani się zreflektowała : Ależ nie, ja niczego Pani nie utrudniam, prosze podać mi papiery. I zapisała mnie. A na odchodnym pojednawczo i z fałszywą troską w głosie, mówi : Gdyby coś się z panią działo, to nocny dyżur jest na Pilota Skarżyńskiego (blisko) i po numerek to trzeba przyjść bardzo wcześnie. Powiedziałam, że wiem i wyszłam.
Tak było w poniedziałek.
A we wtorek, wstałam bardzo wcześnie i polazłam do przychodni po ten nieszczęsny numerek. Myślałam, że się dostanę, a skąd. Znów stałam nie w tej kolejce co trzeba - na interne -> upierścieniony paluch wskazał drogę. Ogonek był malutki, a i tak się nie dostałam. Ponieważ jestem szczwana powiedziałam jedno: Czy można zapisać się na inny termin? Tak. Zatem poproszę na 30 kwietnia wieczorem. I zostałam zapisana awansem :P I tak zawlokę ze sobą Blondyna dla towarzystwa, poza tym on ma dobry kontakt z panią doktor, więc trochę mi pomoże.


W niedzielę umówiłam się z przyjaciółką na oglądanie jej mieszkania. Kupiła mieszkanie o powierzchni takiej samej jak moje. Będzie mieszkała w bloku, w którym mieszka od wczesnego dzieciństwa. Śmieję się, że w notesie muszę tylko zmienić numer jej mieszkania przy adresie.
Poszłyśmy we trzy: ja, Karolina i Iza (dumna i blada właścicielka).
Mieszkanie ... super. Jak je skończy urządzać, zrobi po swojemu będzie jak z bajki. Miała szczęście, bo mieszkanie nadaje się do zamieszkania. Owszem ona chce przeprowadzić mały remont, ale raczej to będzie odświeżenie niż poważne prace. Trzeba cyklinować podłogę, pomalować, zrobić grafikę na ścianie. Oprócz tego Iza chce ocieplić swoją łazienkę, w której połączenie kafelków jej się nie podoba. Znalazła na to sposób. Wprowadzi drewniane elementy wystroju. Padło parę propozycji odnośnie ożywienia tego pomieszczania w tonacji bardzo chłodnej szaro -niebieskiej z elementami brązowych dekorów. Zaproponowałam żółte i niebieskie ręczniki dla złagodzenia chłodnego efektu i jasne miękkie światło.
Kuchnia choć malutka pomysłowa. Trzeba wstawić tam pralkę i lodówkę. Iza już wie jakiej wielkości ma być lodówka, ale nad pralką będzie się jeszcze zastanawiać.
Mieszkanie ma dwa okna, zatem jest bardzo jasne, co ogromnie nam się podoba.
Jest cudowne i jej.
Dziś siedząc na Gadzie jeszcze podrzuciłam jej parę propozycji łóżkowych ... :P Może coś ją zainspiruje. Przed nami długi weekend, możliwe, że jeden dzień spędzimy w sklepach z meblami.

Zwariowane to moje życie jest ostatnio.
Wrednie i śpiąco pozdrawiam Solarska vel 4emkaa

środa, 16 kwietnia 2008

Wszystko i nic...


Jego zapachem przesiąknął cały dom. Otacza cię i zamyka w miękkim pachnącym kokonie. Czujesz jego obecność i ciszysz się z tego. Mruczysz cicho pod nosem senną piosenkę i za moment odpływasz w sen. Taaak. Świadomość posiadania faceta jest tak odprężająca. A co gdy go nie ma?

Pozostaje uśmiechanie się w tym wypadku :P Tudzież wąchanie skarpet zachowanych, gdzieś po eksach. A co zrobić jak ktoś nie ma eksa, nie mówiąc o teraźniejszym? Książki typu romanse, stosy chusteczek jednorazowych i poradniki "jak zdobyć tego jedynego". Ja mam chyba schizofrenię od tego, bez poradnika. Nawet nie próbuję się zastanawiać nad tym jak to jest ... coś nie coś pamiętam. Ale to było tak dawno...
Łowy? Odpadają. Bo: nie wygląda się tak jak by się chciało, ma się zbyt mało pieniędzy, inwestowanie w siebie też nie jest dobre, bo kto będzie chciał umawiać się z mądrą, inteligentną, IQ powyżej 16o...
Taa, klituś bajduś jak zwykła mawiać moja ciocia Wanda (nieoceniona kobieta, materiał przedwojenny, urodzona jeszcze pod zaborami 1911 rok).
Nie zapytałam ją o milion rzeczy, byłam za mała na pewne pytania, nie zdążyłam dorosnąć do jej śmierci. Zmarła w 1988 roku. Lepszej kobiety nie znałam. Nie miała dzieci, była piekielnie inteligenta i miała szczęśliwe małżeństwo z profesorem chemii. Dobrze po 60-tce myła się w zimnej wodzie i była kobietą bez wieku. Nie ładną czy śliczną, ale przystojną. Tak cudowna kobieta - wzór do naśladowania.
Właśnie, w tle zrzucam zdjęcia do Picassy. Będzie więcej do oglądania.
Muszę wziąć prysznic rano. Sen mnie morzy, a ja jeszcze muszę poczekać na zakończenie transferu zdjęć.
Czekam na kostium kąpielowy, który ma mi zostać dostarczony z katalogu. Czekam jak na zbawienie.
Piękne słońce w Warszawie nastraja mnie pozytywnie. Ciepło i wiosennie. Mam już cienkie kurtki wyjęte i płaszcz. Teraz tylko czekam jeszcze na możliwość założenia sandałków. A od jutra program naprawczy wdrożony... "Wyjściowe stopy i nie tylko".
wrednie Solarska vel 4emkaa

sobota, 12 kwietnia 2008

CUCURRUCUCU PALOMA

Poruszający film. Zawsze na nim płaczę, ale płaczę i na "Wszystko o mojej matce" i na "Volver". Jestem tylko kobietą. Wzruszanie ramionami i zastanawianie się czy tak może być prawdziwie? Dla mnie może tak być. Właśnie tak a nie inaczej. Nastrojowo i magicznie robi się przy oglądaniu tych filmów. Magią oddycham i ona mnie otacza. Stapiam się z bohaterkami i patrzę na świat ich oczami. Stąd łzy, jakby fizyczny ból.
Na "Lejdis" też tak było. Alergia na smutne sceny? Nie, to wzruszenie i emocje dają taki ładunek energii a mój mózg karze pracować kanalikom łzowym.
Rekordy w nawilżaniu skóry wokół oczu pobił ostatnio serial "DUMA I UPRZEDZENIE" z Colinem Firthem w roli pana Darcy'ego. Co czwartek od jakiś trzech tygodni siadam i o 22:30 i oglądam. A oprócz wybuchów śmiechu (rodzina Bennetów) są też fontanny łez. Płaczę na reklamach płatków kukurydzianych i samochodów. Chyba powinnam zarabiać na tym. Płaczką na pogrzebach być... ale chyba tej profesji w Polsce już nie ma.
Chociaż potrafię być stuprocentową suką. Serce wtedy mam z kamienia i twarz pokerzysty. Nic mnie nie wzrusza i jestem twarda. Wolę być taką twardą sztuką, niż marzącą się babą. Uwierzyłam w swoją siłę. Jestem harda i łatwiej wtedy mi znieść pewne sytuacje. Jeśli ktoś się z tym nie zgadza to już jego problem.
Już dawałam serce na dłoni, ktoś je brał, miażdżył i wyrzucał do kosza. Dość rozpamiętywania i zamykania oczu na wszystko co złe. Ktoś z rodziny powiedział mi, że jestem egocentryczna, zapatrzona w siebie... Tak jestem, bo muszę. Nie ma silnego ramienia, na którym się wesprę kiedy będzie źle. Jestem sama i dlatego będę liczyć na siebie. Sama mam silne ramiona i z nich skorzystam kiedy będę potrzebować pomocy. Są pewne sprawy, w których wiara w cuda nie pomaga. Istnieje tylko rzeczywistość, realizm sytuacji i zimna kalkulacja.
Chcę iść przez życie z podniesioną głową. Będę słuchać tego co ludzie mają do powiedzenia, ale dlaczego muszę to rozważać. Jeśli się pogubię poproszę o pomoc. Jeśli nie dostanę pomocnej dłoni, będę wiedziała, że tylko ja mogę dać sobie z tym radę.
Jest jedna mądra piosenka, której tekst co jakiś czas odświeżam w swojej pamięci, żeby mieć podniesioną głowę do góry i nigdy nie zapomnieć kim jestem.
Ktoś mi powiedział też, że jestem aniołem :) z małymi rogami i diabelskim ogonkiem, ale aniołem.
Ja aniołem? Dziwne, ale też tak może być. Gruby anioł :) Dobre sobie.
Odkurzona piosenka jest śpiewana przez Anitę Lipnicką. Bardzo stara i pościelowa piosenka... Dla egzaltowanej 19-latki jaką byłam słuchając tej piosenki, to była sama prawda. Odkrywałam głębię "auto-dołowania" się przy tej piosence, ale i dotarłam do takiej siły jaką później dane było mi spożytkować na wiele wyzwań stojących przede mną wtedy.
Oto tony mojego serca - te w barwie winnej.
I tylko noce (Anita Lipnicka)
Tańczą liście...
jesień już
złotem zdobi dni.
Wrzesień w słońcu tuli mnie,
pieści z całych sił...
Deszcz scałował z moich warg,
wspomnień słony smak,
cierpki smak.
I tylko noce,
tak nieprzytomnie dłużą się,
noce,
wciąż nazbyt piękne są
by przespać je...
Nauczyłam się
jak żyć ze sobą
sam na sam.
Pod opieką swoich rąk
w trosce białych ścian.
Oswoiłam myśli swe,
przestały boleć mnie.
Dobrze jest jak jest...
I tylko noce
tak nieprzytomnie dłużą się,
noce, wciąż nazbyt piękne by
przespać je.
Noce w otwarte oczy sypią sól,
noce całe z głodnych ust...
wrednie i łzawo 4emkaa (Solarska)

czwartek, 10 kwietnia 2008

Alien ???????

He, he, he. Jest 2:30 w nocy a ja wypatruję gały i klepię sobie posta do mojego bloga.
Ziewam strasznie. Za moment połknę nie tylko siebie, ale i całe stado sąsiadów, maskotek i poduszek... i tam.
Ten wpis będzie bez sensu. No bo jak to nazwać?
Nie mogę spać. Czytała o islamie. Jeszcze nie wszystko przeczytałam, ale postaram się.
Qrka wodna zaczynam płakać. Chyba piaskowy dziadek zadziałał jak należy.
Po burzliwych i bardzo nerwowych obradach rodzinnych ustalono, że idę na S T U D I A. Tak, ten kto czyta, ten się nie myli.
Będę studiować to co mnie interesuje czyli turystykę i rekreację. Kierunek: obsługa ruchu turystycznego. Dla mnie studia są pioruńsko drogie, ale ukaz carski (czyt. oświadczenie wydane przez ciało rodzicielskie) głosi : TY MASZ SIĘ TYLKO UCZYĆ!!!! Kiedy mnie się o koszta rozchodzi. Podobna TA cena za (sic!) semestr zaocznych to taniocha... Ja się nie znam, ja tu tylko sprzątam :P

Przedtem jednak zrobię sobie jeszcze kurs pilota wycieczek (phi rezydentura mi się marzy). Cały rok w słonecznej Hiszpanii, warunek jeden i dalej pozostający w sferze marzeń język kastylijski perfect. I jak tu nie zwariować . Ale, ale cierpliwość jest cnotą, zatem Pan Bóg nie rychliwy ale sprawiedliwy. Może będę władać tym językiem dobrze, chociaż na poziomie takim jak angielski i wówczas będę w domu. Nic dodać nic ująć.

Zdjęcie ze śniegiem, bo to ile dobrze pamiętam pierwsze dni kwietnia albo ostatnie dni marca. A ja już przesiadłam się w pantofelki na kaczuszce i pikowaną brązową kurtkę. Dalej jestem na tropie zielonej torby i już dostaję rozdwojenia jaźni od tego.

sobota, 5 kwietnia 2008

YO SOY TONATA ...

Vivir ???? Si ...
Jak widać na załączonym obrazku zmieniłam kolor włosów i fryzurę... Ale na wakacje, które będą za miesiąc i 24 dni będę już blondynką jaśniejszą niż jestem obecnie. Osoby, które zobaczyły to zdjęcie stwierdziły, że mam czarne włosy. Szok??? Zdjęcie robione aparatem telefonicznym zatem jakość średnia i może stąd ten cały kolor czarny^^.
Już podjęłam decyzję idę na studia. Turystyka i rekreacja. Ja stara baba na studiach, dobre sobie. Starszaki powiedziały, że mam się o kasę nie martwić tylko się uczyć!!! Oni są szaleni. Nad uczelnią jeszcze się nie zastanawiałam, ale może będzie to Almamer. Na początek jednak wycieczka do Pragi czeskiej podsumowująca jeszcze kurs pilotów jaki mam zrobić w sierpniu. Tak będę miała licencję pilota wycieczek lub rezydenta. Wolałabym rezydenturę. Chociaż wiem z Tur Tur, że to bardzo ciężki chleb. Marzy mi się całoroczna rezydentura w Hiszpanii, ale tam trzeba gadać po hiszpańsku. Chyba nie ma problemu ...zrobię kurs i tyle. W sumie mam słabość do telenoweli południo amerykańskich - pięknie tam mówią po hiszpańsku, portugalsku i co najlepsze można się osłuchać. Wymyśliłam sobie sposób nauki języka. Nieźle nie ma co.
W tytule posta napisałam, że jestem głupia, więc podstawy znam:P
Układam sobie w głowie moje dotychczasowe życie i zastanawiam się jak to będzie po wakacjach w Turcji, czy będę dalej platonicznie zakochana w jakimkolwiek facecie. Oni są tacy nieosiągalni. Tacy zagadkowi ze swoimi dłoniami, uśmiechami i chęcią kochania, ale nie mnie :( Nie piszę o Turkach, Tunezyjczykach, Włochach czy Hiszpanach. Piszę o Polakach. A w sumie piszę o wszystkich facetach. Wiadomo, że samej przez życie iść nie jest dobrze. Chyba wypłakałam zbyt dużo łez w swoim życiu przez to. Czy warto? Warto, bo wiem, że mogę kochać, choć ludzie, którzy poznają mnie pierwszy raz myślą o mnie:
"Góra lodowa". Może tak właśnie ma być.
Podobno zyskuję dopiero przy bliższym poznaniu.
Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Mam dystans. To mnie ratuje w wielu kwestiach bo zwariowałabym analizując, każdą sytuację. A tak może faktycznie niewiele osób wie jaka jestem w rzeczywistości. Pewnie tracę. Może nawet potencjalnych kandydatów na partnerów. Ale cały czas popełniam te same błędy i płacę za to wysoką cenę. A tak jest, gdy jest się niedoinwestowaną uczuciowo i zakompleksioną osobą.
Nie każdy urodził się MŁODYM BOGIEM albo BOGINIĄ. Zatem trzeba sobie radzić sobie z tym co się ma. Bozia wyposaża każdego z nas w inny sposób. Ja też pewnie jestem niepowtarzalna.
Ech jakoś tak filozoficznie mi się zrobiło...
A ja przyziemnie teraz zagram. Kupiłam sobie bardzo fajne sandałki do latania po mieście i na wakacje. Wygodne, skórzane i co najważniejsze ładne. Była wyprzedaż w AMBRZE i skorzystałam. Zapłaciłam za nie tylko 20 złotych.
Moja obsesja posiadania wiosenno - letniej torby powinna stać się tematem pracy magisterskiej jakiegoś pana psychiatry albo psychologa. Pożądam takiej torby, ale nic mi nie pasuje. A jak znalazłam idealną torbę to ona akurat musi być nie w takim odcieniu zieleni albo jest NIEBIESKA!!!! Oj niedobrze, niedobrze... i tym optymistycznym akcentem zakończę mój wywód bo mam jednego czytelnika :) Zatem mogę się pożegnać grzecznie:)
wrednie pozdrawiam Solarska (vel 4emkaa)

wtorek, 1 kwietnia 2008

Tinto

Odkryłam ją... Ma 19 lat nazywa się Adele i pięknie śpiewa. "Chasing pavments" piękna piosenka i bardzo klimatyczna. Wzruszający teledysk i mądre słowa. Fakt o życiu 19 latki to piosenki, ale mnie się podobają :)

Chropowaty głos, ciekawa aranżacja piosenek i delikatne drganie smyczków. Czasami cicha, czasami głośna, ale piękna i porywająca muzyka. To nie jest łatwa muzyka, nie bardzo komercyjna i nie dająca się zanucić od tak... Piosenki dla wymagających. Lekko "jazzujące" brzmienie. Czy ktoś uwierzy, że tak dziewczyna słuchała Elli Fitzgerald?

W Warszawie świeci słońce, jest piękna pogoda a rano kiedy się wstaje to jeszcze księżyc świeci. A to z powodu tego, że mamy czas letni. Ja jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłam. Masakra. Dziś spóźniłam się do pracy. Dojechałam po godzinie. Musiałam odpracować. Mogłam się nie spowiadać, ale wolałam uniknąć oskarżenia o oszustwo. Jestem ostrożna i wolę dmuchać na zimne.

W zasadzie od jakiś 2 minut powinnam już spać, a ja mam jeszcze ochotę poczytać TUR TUR!!! Obowiązkowo. Robię jeszcze MP3 z płyty Adele "19".