piątek, 26 marca 2010
I did it - zrobiłam to :)))))))
This is my review of A-Ha album "ANALOGUE", published in 2005.
Na początku zobaczyłam video clip do piosenki "Analogue" , i nie było już odwrotu. Musiałam kupić płytę.
Miałam, wtedy 28 lat i żyłam życiem człowieka dorosłego ale nie w pełni uformowanego, bez planów na życie.
"ANALOGUE" to najważniejsza płyta w moim życiu. Dlaczego? Bo od niej właśnie, zaczęło się moje świadome i prawdziwe życie.
At the beginning I saw the video for the song ANALOGUE and there was no turning back.
I had to buy the album. I was 28 years old and lived the life of an adult, but not yet fully formed, with no plans for life. “Analogue” is the most important album in my life. Why? Because from that album began very conscious and real life for me.
Teksty "Celice", "Summer of our youth", "Cozy prison" pokazują mi ból, radość życia i próbę zatrzymania czegoś co jest ulotne - życia, miłości , szczęścia ...
"Cozy prison" - ta piosenka daje mi wiele do myślenia - opisuje nowoczesny świat, który nie zawsze jest piękny, mamy wszystko na wyciągnięcie ręki, ale cierpimy z braku wolności i dziecięcego zachwytu nad cudami świata.
“White dwarf " całkowicie mnie zaskoczyła - ponieważ opisuje kosmos ludzkiego życia i pewne jego złożoności.
“A Fine Blue Line” - jest jak punkt w moim życiorysie, bo mówi o moich straconych szansach.Teraz staram się cieszyć życiem, wtedy to było niemożliwe.
Jeśli ktoś dałby mi dzisiaj tą płytę jeszcze raz i poprosił o jej wysłuchanie, zrobiłabym to.I zakochałabym się w niej jeszcze raz.
Lyrics: "Celice”, "Summer of our youth", „Cozy prison" shows me the pain, the joy of life and attempt to stop something that is fleeting – life, love, happiness...
“Cozy Prison”- this song gives me much food for thought - describes the modern world, which is not always beautiful, we have everything at our fingertips, but we are suffering from lack the freedom and the children's delight in wonders of the world.
“White dwarf " totally surprised me - because it describes the universe of human life and some of its complexities.
“A Fine Blue Line” - is like a speck on my CV, because it talks about my missed opportunities ...Now I try to enjoy life, then it was not possible. If someone gave me today that CD again in hand, asked for listening it, I’d do it. I would fell in love in it once again.
Najlepsze jest zdjęcie serca na ostatniej stronie książeczki ... serce - idealna i unikalna maszyna. Każdy ma w sobie pompę , w której mieści się miłość, nienawiść, wszystko... Każde serce jest inne. Dla mnie A-HA to moje życie wypełnione muzyką . Moje MP3 jest ze mną wszędzie i muzyka A-HA także.
The best is picture of the heart on the last page of booklet ... the heart - the perfect and unique machine. Everyone has a pump inside, in which there is love and hate, everything... Every heart is different. For me A-ha is my life filled with music. My MP3 is with me everywhere and also A-ha music.
środa, 21 maja 2008
After midnight
Dawno nie pisałam tutaj nic. Jeszcze tydzień mam do wyjazdu na moje wakacje. Nie mogę się ich doczekać, a z drugiej strony nie mam wrażenia, że za 7 dni będę chodziła tylko w sandałkach, szortach i koszulce na ramiączkach.
W Warszawie pada deszcz. Cały dzień i całą noc. Zaczęło wczoraj wieczorem. Rano nie obudziło mnie słońce. Pogoda jest fatalna. Muszę zdjąć pranie z mojego balkonu i porządnie wysuszyć je w mieszkaniu. Mam kolejną partię do prania. Praktycznie wszystko już zrobione i kupione.
Czeka mnie jeszcze tylko: sprzątanie i gruntowne odkurzenie mieszkania.
W niedzielę chcę się spakować i mieć ten cały kram z głowy. Jeszcze nie wiem co zabiorę. Chciałabym już obudzić się w środę rano i spokojnie wykąpana, umalowana i ubrana pojechać na lotnisko. Nie szaleć. Wszystko jest zamówione i załatwione. Czekam tylko na start samolotu. Jak już wystartujemy to uznam, że zaczęły się wakacje.
Ziewam cyklicznie. Jestem trochę śpiąca, a jednak jeszcze poczytam książkę i zapakuję kompa do torby po jego odłączeniu od netu.
W ubiegłą sobotę byłam w Muzeum Powstania Warszawskiego. To była Noc Muzeów. Można było od 19 do 1 w nocy zwiedzać bezpłatnie muzea. Ja i Iza wybrałyśmy się o 22:30 właśnie do Muzeum Powstania Warszawskiego. Kiedy dotarłam na miejsce była ogromna kolejka. Dostanie się do środka zajęło nam jakieś 40 minut. Ludzi było bardzo dużo. Mnóstwo cudzoziemców, rodzin z dziećmi i młodych. Panował ogromny ścisk.
Mnogość eksponatów, sposób przygotowania całej wystawy, jej prezentacja oszałamiają.
Najbardziej wstrząsające były dla mnie czarna ściana (z bijącym sercem, serią z karabinu maszynowego), powstanie oczami dzieci i prosta płyta chodnikowa z napisem ZASYPANI.
Miałyśmy mało czasu i bardzo niewiele zobaczyłyśmy. Po moim powrocie z wakacji, zamierzamy tam wrócić, z aparatami fotograficznymi, na cały dzień... Ponieważ 2 godziny na to muzeum nie wystarczą.
Oczka mam już malutkie... wrednie dobranoc Solarska vel 4emkaa
wtorek, 13 maja 2008
Pękam w szwach ...
piątek, 9 maja 2008
wyjechali na wakacje wszyscy nasi przełożeni ...
Mam dla siebie całą wannę, pustą lodówkę i mały telewizor podłączony do kabla. Mam też do pilnowania samochód i podlewanie kwiatów. Najbardziej zadowolona jestem z wanny. Właśnie siedzę przy "swoim-nie-swoim" komputerze, który działa jak chce i kiedy chce. A jak go się włącza to najpierw buczy, piszczy i generalnie zachowuje się dziwnie. Dobrze, że nie pluje ogniem.
W poniedziałek rano zawlokłam Blondyna za uszy do mojej uczelni. Podpisałam dokumenty, wypełniłam stosy papierków, zrobił
Wczoraj byłam na zakupach, kupiłam dwie fajne koszulki, top na ramiączka i czarną tunikę. I najważniejsze znalazłam ładny czarny kostium. Fantastycznie wygląda mimo, że nie ma wiązania na szyję. Sprawdziłam taki typ wiązania. Wyglądałam w tego typu kostiumie okropnie.
Jest strona polskiego producenta, który szyje przepiękne stroje kąpielowe. Na modelkach wyglądają rewelacyjnie. To firma SELF. Ich rozmiarówka jest zachęcająca. Przy każdym modelu podają symbol oraz rozmiary w jakich dany model jest dostępny. Dla mnie bomba. Tylko dlaczego nie można dostać tych kostiumów w Warszawie? Albo są tak słabo reklamowane.
Zeszłoroczna kolekcja też mi się bardzo podobała. Było więcej modeli dla kobiet o pełniejszych kształtach.
Na uwagę powinna też zasłużyć cudowna sceneria zdjęć. Stawiam na południową Hiszpanię, okolice Andaluzji albo Portugalię. Napatrzeć się nie mogłam.
A jutro znów muszę wstać do pracy.
Starszaki przylatują we wtorek. Mam kupę roboty do tego czasu.
W poniedziałek będę musiała skończyć sprzątanie, które zacznę w sobotę. Napaliłam się na ugotowanie gulaszu z papryką. Muszę zrobić zakupy. Mam dziecinnie prosty przepis i mam nadzieję, ze uda mi się go zrealizować. Jeśli nie, to będę bardzo niepocieszona.
Do moich wakacji co raz bliżej. Nie mogę się doczekać. Dlatego na dobranoc obejrzę sobie jeszcze raz zdjęcia z zeszłego roku.
P.S. Moja obsesja posiadania nowej torebki doszła do zenitu... Znalazłam, ale nie zieloną, a niebieską, dokładnie taką samą jak moja czarna tylko w innym kolorze. Cudownie, jeszcze jej nie kupiłam, ale to jest kwestia czasu.
Wrednie i śpiąco Solarska vel 4emkaa.
poniedziałek, 5 maja 2008
Telenowela południowoamerykańska cz.3 - Złe miłego początki.
Weekend majowy zaczyna się rozkosznie, jest pogodnie. Dla mnie już od 30 kwietnia jest odpoczynek. Radośnie witam słoneczną pogodę i ciepłe wiatry. Zapłacone rachunki i pełne możliwości wydawania kasy. Rezultat: spódnica i dwie pary dżinsów. Mogły być jeszcze śliczne lakierowane pantofle bez palców, ale jakoś nie udało się. Zrezygnowałam chociaż mama proponowali :)
Na cały weekend zadekowałam się u starszaków. Do chaty wpadałam tylko w piątek pozostać swoje zakupy... aha zapomniałam o bluzie do dżinsów:)
Na wakacje będzie jak znalazł.
Ale, od dwóch dni tzn. od soboty przezywałam u starszaków epizod: PAKOWANIE. To masakryczny stan, powodujący nerwowość u całej rodziny. Duble i Jabłońska mają syndrom: NIENAWIDZĘ SIĘ PAKOWAĆ. Na nic uspakajające mantry oraz rozmowy. Nie to na nas nie działa. Więc ja gotowałam posiłki, a Blondynki pakowały swoje walizki na tygodniowy pobyt w Grecji - na wyspie Zakynthos. A ile przy tym krzyku, śmiechu, wypalonych papierosów i chorych teksów. Brak kamery wideo... Ta ...
Retrospekcja...
1 maja - dzień wcześniej zadzwoniła do mnie kumpela z roboty i zaprosiła na grilla. Ponieważ do starszaków przyjechało sprechen sie Deutsch (chyba tak to się pisz :P - brat z Niemiec). Zatem zmyłam się i pojechałam. Było super. Obejrzałam piękny dom, zjadłam rewelacyjną karkówkę, podyskutowałam na temat modelingu, ciuchów, muzyki i światopoglądu. Gadaliśmy o pracy, ludzkich charakterach. Pojawiła się kolejna koleżanka z pracy ze swoim facetem i bratem. Potem dojechała jeszcze bliska znajoma właścicielki domu. Jednym słowem zabawa była przednia.
Do domu została dostarczona samochodem . Moja rozespana mama twierdziła, że przyjechałam taksówką (sic!), bo ją słyszała... Ciekawe, bo ja wysiadłam na rogu Banacha i Grójeckiej.
A dziś szara rzeczywistość. Ja robiłam obiadek i kolację, mama z Michałem się pakowali. A jutro idę złożyć papiery na uczelnię. Dużo spraw przede mną. A do wyjazdu pozostało 3 tygodnie.
wrednie pozdrawiam Solarska (vel 4emkaa)
czwartek, 24 kwietnia 2008
Wątki z południowoamerykańskiej telenoweli cz. 1:)
a) zapłacić 60 zeta i mieć zaświadczenie od ręki,
b) skorzystać z pomocy państwowej służby zdrowia.
Co wybrałam? Opcja b. Dzięki operatywności Blondyna (męża mojej mamy) dowiedziałam się, że lekarka piewszego kontaktu w jego przychodni rejonowej wystwia odpowiednie zaświadcznia. Zatem poszłam się zapisać do "rejonu". Wypełniłam odpowiednie druczki, podstemplowałam książeczkę ubezpieczeniową (bo Rumua - popularnie zwanych w naszej fabryce kredek Rumunami - nie dostaję od dłuższego czasu:P) i powędrowałam do ładnej, odnowionej przychodni.
Odstałam swoje w kolejce, poczym dowiedziałam się, że źle stoję - "NA INTERNE PROSZĘ". Poszłam do stanowiska obok, za palcem pani w białym kitelku (sic!) i wyartykułowam : DZIEŃ DOBRY. Pani odburknęła i zapytała o co chodzi. A ja : Chciałam się zapisać do przychodni. I tutaj uruchomił się u pani mechanizm spychologiczny: Ale to ja nie wiem... proszę przyjść jutro, będzie nowa doktór!(taki sam chwyt zastosowała w stosunku do staruszka, który przyszedł wcześniej).
A we mnie się krew zagotowała: Ja nie chcę do nowego lekarza, ja mam już wybranego lekarza. Na dowód pokazałam wypełnione świstki. Pani pomlaskała: A do kogo? Podałam nazwisko i dodałam: że moja przychodnia zakładowa (śmiechu warte LUXMED :P) nie wydaje tego czego potrzebuję, zatem musze zapisać się do rejonu. Na to pani, że jak już mam przychodnię to tak nie wolno, że trzeba wybrać, bo mi będą podwójną składkę naliczać(?!) Tutaj już nie wytrzymałam:
Nie ma przepisów, które to regulują, i to ja decyduję gdzie się leczę. Czy Pani mi chce utrudnić zapisanie się do przychodni? Pani się zreflektowała : Ależ nie, ja niczego Pani nie utrudniam, prosze podać mi papiery. I zapisała mnie. A na odchodnym pojednawczo i z fałszywą troską w głosie, mówi : Gdyby coś się z panią działo, to nocny dyżur jest na Pilota Skarżyńskiego (blisko) i po numerek to trzeba przyjść bardzo wcześnie. Powiedziałam, że wiem i wyszłam.
Tak było w poniedziałek.
A we wtorek, wstałam bardzo wcześnie i polazłam do przychodni po ten nieszczęsny numerek. Myślałam, że się dostanę, a skąd. Znów stałam nie w tej kolejce co trzeba - na interne -> upierścieniony paluch wskazał drogę. Ogonek był malutki, a i tak się nie dostałam. Ponieważ jestem szczwana powiedziałam jedno: Czy można zapisać się na inny termin? Tak. Zatem poproszę na 30 kwietnia wieczorem. I zostałam zapisana awansem :P I tak zawlokę ze sobą Blondyna dla towarzystwa, poza tym on ma dobry kontakt z panią doktor, więc trochę mi pomoże.
W niedzielę umówiłam się z przyjaciółką na oglądanie jej mieszkania. Kupiła mieszkanie o powierzchni takiej samej jak moje. Będzie mieszkała w bloku, w którym mieszka od wczesnego dzieciństwa. Śmieję się, że w notesie muszę tylko zmienić numer jej mieszkania przy adresie.
Poszłyśmy we trzy: ja, Karolina i Iza (dumna i blada właścicielka).
Mieszkanie ... super. Jak je skończy urządzać, zrobi po swojemu będzie jak z bajki. Miała szczęście, bo mieszkanie nadaje się do zamieszkania. Owszem ona chce przeprowadzić mały remont, ale raczej to będzie odświeżenie niż poważne prace. Trzeba cyklinować podłogę, pomalować, zrobić grafikę na ścianie. Oprócz tego Iza chce ocieplić swoją łazienkę, w której połączenie kafelków jej się nie podoba. Znalazła na to sposób. Wprowadzi drewniane elementy wystroju. Padło parę propozycji odnośnie ożywienia tego pomieszczania w tonacji bardzo chłodnej szaro -niebieskiej z elementami brązowych dekorów. Zaproponowałam żółte i niebieskie ręczniki dla złagodzenia chłodnego efektu i jasne miękkie światło.
Kuchnia choć malutka pomysłowa. Trzeba wstawić tam pralkę i lodówkę. Iza już wie jakiej wielkości ma być lodówka, ale nad pralką będzie się jeszcze zastanawiać.
Mieszkanie ma dwa okna, zatem jest bardzo jasne, co ogromnie nam się podoba.
Jest cudowne i jej.
Dziś siedząc na Gadzie jeszcze podrzuciłam jej parę propozycji łóżkowych ... :P Może coś ją zainspiruje. Przed nami długi weekend, możliwe, że jeden dzień spędzimy w sklepach z meblami.
Zwariowane to moje życie jest ostatnio.
Wrednie i śpiąco pozdrawiam Solarska vel 4emkaa
środa, 16 kwietnia 2008
Wszystko i nic...
sobota, 12 kwietnia 2008
CUCURRUCUCU PALOMA
czwartek, 10 kwietnia 2008
Alien ???????
Ziewam strasznie. Za moment połknę nie tylko siebie, ale i całe stado sąsiadów, maskotek i poduszek... i tam.
Ten wpis będzie bez sensu. No bo jak to nazwać?
Nie mogę spać. Czytała o islamie. Jeszcze nie wszystko przeczytałam, ale postaram się.
Qrka wodna zaczynam płakać. Chyba piaskowy dziadek zadziałał jak należy.
Po burzliwych i bardzo nerwowych obradach rodzinnych ustalono, że idę na S T U D I A. Tak, ten kto czyta, ten się nie myli.
Będę studiować to co mnie interesuje czyli turystykę i rekreację. Kierunek: obsługa ruchu turystycznego. Dla mnie studia są pioruńsko drogie, ale ukaz carski (czyt. oświadczenie wydane przez ciało rodzicielskie) głosi : TY MASZ SIĘ TYLKO UCZYĆ!!!! Kiedy mnie się o koszta rozchodzi. Podobna TA cena za (sic!) semestr zaocznych to taniocha... Ja się nie znam, ja tu tylko sprzątam :P
Przedtem jednak zrobię sobie jeszcze kurs pilota wycieczek (phi rezydentura mi się marzy). Cały rok w słonecznej Hiszpanii, warunek jeden i dalej pozostający w sferze marzeń język kastylijski perfect. I jak tu nie zwariować . Ale, ale cierpliwość jest cnotą, zatem Pan Bóg nie rychliwy ale sprawiedliwy. Może będę władać tym językiem dobrze, chociaż na poziomie takim jak angielski i wówczas będę w domu. Nic dodać nic ująć.
Zdjęcie ze śniegiem, bo to ile dobrze pamiętam pierwsze dni kwietnia albo ostatnie dni marca. A ja już przesiadłam się w pantofelki na kaczuszce i pikowaną brązową kurtkę. Dalej jestem na tropie zielonej torby i już dostaję rozdwojenia jaźni od tego.
sobota, 5 kwietnia 2008
YO SOY TONATA ...
Vivir ???? Si ...Jak widać na załączonym obrazku zmieniłam kolor włosów i fryzurę... Ale na wakacje, które będą za miesiąc i 24 dni będę już blondynką jaśniejszą niż jestem obecnie. Osoby, które zobaczyły to zdjęcie stwierdziły, że mam czarne włosy. Szok??? Zdjęcie robione aparatem telefonicznym zatem jakość średnia i może stąd ten cały kolor czarny^^.
wtorek, 1 kwietnia 2008
Tinto
Chropowaty głos, ciekawa aranżacja piosenek i delikatne drganie smyczków. Czasami cicha, czasami głośna, ale piękna i porywająca muzyka. To nie jest łatwa muzyka, nie bardzo komercyjna i nie dająca się zanucić od tak... Piosenki dla wymagających. Lekko "jazzujące" brzmienie. Czy ktoś uwierzy, że tak dziewczyna słuchała Elli Fitzgerald?
W Warszawie świeci słońce, jest piękna pogoda a rano kiedy się wstaje to jeszcze księżyc świeci. A to z powodu tego, że mamy czas letni. Ja jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłam. Masakra. Dziś spóźniłam się do pracy. Dojechałam po godzinie. Musiałam odpracować. Mogłam się nie spowiadać, ale wolałam uniknąć oskarżenia o oszustwo. Jestem ostrożna i wolę dmuchać na zimne.
W zasadzie od jakiś 2 minut powinnam już spać, a ja mam jeszcze ochotę poczytać TUR TUR!!! Obowiązkowo. Robię jeszcze MP3 z płyty Adele "19".
