blog

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z serca i prosto w serce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z serca i prosto w serce. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 sierpnia 2010

expert...

That's what Morten said after Butterfly, translated by Jakob 
"We would like to thank you for 25 years. [Long applause] During these 25 years that we have created together, the three of us... Although, I read in the paper today that we are incompatible. I'm no a-ha expert myself... [Audience laughs] ...but that statement is not compatible with how I have experienced things. But these are 25 years that you have been a part of as well, and which I would like to thank you for." and I should thank Gosia my FB friend for this quote:) 


This is what Morten said after "Butterfly, Butterfly" - song, which was played on one of A-ha gigs in Norway. 
And I wonder about what he said, but nothing comes to my mind. I can only think that A-ha gave me tears and a lot of pain and smile, but the most of all joy..I remember every shiver when I opened their new disc, put CD to device and pressed play... This was like inner explosion of music in my mind and my soul. I was extremely happy then ...and now, when I listen to their music.
Totally happy-unhappy, torn in two and very emotional... - this is the state of my mind - an "a-ha-HOLICK"! 

poniedziałek, 30 listopada 2009

Ważka

I will never let you down
I will always be around

In the time we are here
We'll see love disappear
Don't ask how
Don't ask why
Just fly, dragonfly
Just fly, dragonfly

I will never bring you down
I will always stick around
I will heat you when you're cold

In the time we have left
We'll raise eyes to the sky
Don't ask how
Don't ask why
Just fly, dragonfly
Just fly, dragonfly

Don't ask how
Don't ask why
Just fly, dragonfly
Just fly, fly, fly dragonfly
(A-HA)

środa, 2 września 2009

El regalo más grande

Quiero hacerte un regalo
Algo dulce
Algo raro
No un regalo común
De los que perdiste o nunca abriste
Que olvidaste en un tren o no aceptaste
De los que abres y lloras
Que estas feliz y no finges
Y en este día de septiembre
Te dedicaré
Mi regalo más grande

Quiero donar tu sonrisa a la luna así que
De noche, quien la mire, pueda pensar en ti
Porque tu amor para mi es importante
Y no me importa lo que diga la gente
Porque
Aun con celos se que me protegías y se
Que aun cansada tu sonrisa no se marcharía
Mañana saldré de viaje y me llevare tu presencia
Para que
Sea nunca ida y siempre vuelta
Mi regalo más grande...
Mi regalo más grande...

Quisiera me regalaras
Un sueño escondido
O nunca entregado
De esos que no se abrir
Delante de mucha gente
Porque es el regalo más grande es
Sólo nuestro para siempre

Quiero donar tu sonrisa a la luna así que
De noche, quien la mire, pueda pensar en ti
Porque tu amor para mi es importante
Y no me importa lo que diga la gente
Porque
Aun con celos se que me protegías y se
Que aun cansada tu sonrisa no se marcharía
Mañana saldré de viaje y me llevare tu presencia
Para que
Sea nunca ida y siempre...

Y si llegara ahora el fin que sea en un abismono
para odiarme sino para intentar volar y...
y si te niega todo esta extrema agonía
si aun la vida te negara, respira la mía
y estaba atento a no amar antes de encontrarte
y descuidaba mi existencia y no me importabano
quiero lastimarme mas amor, amor, amor...

Quiero donar tu sonrisa a la luna así que
De noche, quien la mire, pueda pensar en ti
Porque tu amor para mi es importante
Y no me importa lo que diga la gente
Y tu...
amor negado, amor robado y nunca devuelto
mi amor tan grande como el tiempo, en ti me pierdo
amor que me habla con tus ojos aquí enfrente
y eres tú
Eres tú
Eres tú…
El regalo más grande

(Tizziano Ferro)

środa, 28 stycznia 2009

Z dołu dołu

Znów jestem na dnie czarnej rozpaczy. To jest koszmar. Czuję się źle. A piszę to mając łzy w oczach. Nie ważne przez co lub kogo. Źle zrobiłam, że zbyt wcześnie zdjęłam zbroję.
Jestem zbyt miękka, jestem jak masło. Dzięki temu niszczę siebie samą. Muszę się znów obudować. Dam radę. Będę silna.

wtorek, 21 października 2008

estúpida ... no sólo ha olvidado cómo vivir con amor en sus ojos

Tak faza na hiszpańskie tytuły trwa.
Wczoraj i dziś towarzyszy mi w myślach polska złota jesień, pachnąca jabłkami, cynamonem i gorącą herbatą.
Szary płaszcz z niebieską torebką i fioletowymi elementami szala daje mi poczucie radości.
Wczoraj ...
Zadzwonił do mnie numer z recepcji, odebrałam i dowiedziałam się, że mam gościa. Nie zapytałam kto to i postanowiłam zejść. Myślałam, że chodzi o jakieś sprawy służbowe.
Za daleka zobaczyłam od dawna niewidzianą sylwetkę, charakterystyczną fryzurę i tą nonszalancję... Tak to tylko mógł być mój kumpel, z bardzo dawnych jeszcze naszych "lata dwudziestych".
Spotkaliśmy się w sumie na godzinę. Wczorajsze popołudnie był dla mnie jak łyk świeżego powietrza i oderwanie myśli od monotonii. Było i "co słychać" i "a pamiętasz". Już od dawna tak mi dobrze nie smakowała herbata, na powietrzu, w słońcu, w towarzystwie tak fajnego człowieka.
I patrząc z perspektywy lat, przez tą godzinę dane mi było pomyśleć o nim jako o facecie, który wie czego chce i wie jak się do tego zabrać... mimo, że kiedyś myślałam troszeczkę inaczej ...ale wtedy też byłam inna i inaczej patrzyłam na świat.
Ta wizyta podziałała jak krem rewitalizującym, w godzinę odmłodniałam o jakieś 10 lat.
Kuriozum, ale tak się czułam :)
He he a poza tym muszę się dowiedzieć czym pachniał, bo to był rewelacyjny zapach i długo się utrzymujący :)))))))))))))))))))
Zapomniałam jak to jest żyć z miłością w oczach, bo chyba czasami za dużo płaczę ...

werednie pozdrawiam Solarska vel 4emkaa

piątek, 15 sierpnia 2008

cortar

Cortar - rozciąć, przeciąć. W znaczeniu potocznym to nic innego jak zerwanie.
Tak słowo odnosi się do miłości. Jestem jak opętana. Tylko to mam w głowie ostatnio.
Moje serce bije powoli i miarowo. Śnią mi się wielkie białe żaglowce na pełnym morzu. Zrywają cumy i odpływają na ogromne oceany.
Dziś była burza, deszcz padał przez bardzo długi czas, a ja wcześniej umyłam okna.
Dziś chyba nikt mnie kocha, bo niebo płacze razem ze mną, a do moich uszu płynie smutna muzyka... Ktoś szczepcze mi, że powinnam zostać w tym momencie na całą wieczność, ale z nim...
Zatrzymać czas... Zamrozić łzy i zapomnieć.
Ale tak nie można i życie toczy się dalej.
Cortar - przeciąć, ten węzeł i faktycznie pozwolić sobie na odpłynięcie, na uśmiechnięcie się i zaczęcie wszystkiego od nowa.
Dotykam twarzy swoimi rękami i stwierdzam, że pod palcami jest ładna. To dlaczego widok spod palców nie zgadza się z tym na co patrzą oczy????
Och dość, dość, tej paranoi. Przecież dziś tańczyłam przed swoim lustrem i bujałam się w moim czerwonym fotelu.
Pachnę chusteczkami do pielęgnacji małych dzieci, mam włosy związane w kok i opaskę. Siedzę na łóżku z moim biurem na kolanach i piszę po ciemku. Mam na uszach słuchawki i słucham muzyki. Chyba nie jestem, aż tak beznadziejna... ale moje serce wypełnia milion hektolitrów uczuć, i boję się, że kiedyś pęknie.

wrednie pozdrawiam Solaris vel 4emkaa

niedziela, 3 sierpnia 2008

y no puedo olvidarte

Si no puedo ... czyli tak, nie mogę ...olvidarte - zapomnieć...
Znów zaczyna boleć mnie głowa. Wczoraj bolała mnie cały dzień. Dzięki mojemu przełożonemu wcześnie znalazłam się w domu i mogłam spokojnie chorować. Nie spałam całą noc, szperając w necie i zrzucając kawałki muzyczne, jakie obecnie mi odpowiadają.
Mam słuchawki na uszach. Jestem bardzo zmęczona, ale dobrze zmęczona. Będzie mi się dziś dobrze spało.
Boląca głowa spowodowała wymioty, upał powodował to, że litery tego co pisałam rozmazywały się przed moimi oczami. Czułam się fatalnie.
Po powrocie do domu zmyłam "mój wielki makijaż" i pościeliłam łóżko. Zaległam w pościeli uśmiechnięta i zadowolona. Odespałam swoje uprzednio biorąc najsilniejsze proszki jaki miałam w domu.
A rano spotkało mnie cudowne zdarzenie. Na chodniku znalazłam 60 złotych. Leżały sobie tam spokojnie i czekały na mnie. Początkowo myślałam, że to niebieski papierek, ale to były najprawdziwsze pieniądze. Byłam w szoku !!!!!! Podniosłam je, chuchnęłam i schowałam do kieszeni :) Pan Bóg chyba się nade mną ulitował i dał mi trochę szczęścia. To bardzo miłe z Jego strony.


Dlaczego hiszpański tytuł ... bo to kolejny język, którego chcę się nauczyć. Planuję kurs na przyszły rok. W tym nie dam rady. Jakieś samouczki leżą na półkach ale nie mam ochoty do niech zaglądać. Liczę, że tradycyjny sposób nauki na mnie podziała.
i będę mogła HABLA CON ELLA ...

wrednie pozdrawiam ADIOS

wtorek, 29 lipca 2008

W polu, z papierosem w ręku i łzami w oczach.

Przyszła niedziela 27 lipca. Pobudka była szybka i nerwowa. Z nieba zaczął lać się żar. Nie można było wytrzymać w moim mieszkaniu. Zjadłam dwa tosty z żółtym serem i banana. Popiłam herbatą. Do pociągu wsiadałam z mokrymi włosami związanymi w kok. Pot płynął mi po twarzy, placach i czułam go nawet pod kolanami. Dosłownie czułam się jak rok temu w łaźni tureckiej.
Pociąg się spóźnił pół godziny, bo musiał przepuścić dwa intercity.Wyprzedzał je straszny gwizd a pozostawały po nich drżące szyby.
Spotkałyśmy się połowie drogi. Wyglądała świetnie. Zwłaszcza włosy, rewelacyjny kolor doskonałe ścięcie. UK służy, ale nie tylko jej.
Poczułam się jak taka wieśniaczka z zacofanego świata, z prowincji. Czułam się jak cholerny kopciuch... Tak był przez chwilę. Ale moja rezerwa została błyskawicznie wychwycona.
Uśmiechnęłam się i powiedziałam, ze cieszę się ze jest. To dziwne, spotkać kogoś po 9 miesiącach nie widzenia się i stwierdzić, że nic się nie zmienił. Czy jej obraz w moich oczach się nie zmienił?
Chyba nie. Bo to była moja siostra ... jak by na to nie patrzeć... Coś jak dejavu ...
Dzień się toczył gładko i bardzo słonecznie. Miło i wśród uśmiechów. Pogadałam z Adamem, wszystko utwierdza go w słuszności swojej decyzji. Rozmawiałam z człowiekiem dojrzałym, ukształtowanym i pewnym swego. A wyjeżdżał jako niepewny i zastanawiający się co przyniesie jutro. To, ze jest tam to dla niego szansa... Nie zgubił się i nie przegrał ...Odnalazł siłę i bardzo dobrze sobie poradził z wcale niełatwą drogą na szczyt.
Pozostawiona pod opieką babci córka dokazywała w ogrodzie. My poszłyśmy pogadać sam na sam, bez świadków i kłopotliwych pytań ze strony juniorki.
Usiadłyśmy w polu, na świeżo skoszonym sianie, pod stopami czułam rżysko, nad głową latały ptaki i niebo nie skąpiło błękitu i palącego słońca. Okoliczności były upajające, rozmowa się rozwijała... Siostra zapaliła papierosa, a ja powiedziałam, co mi leży na sercu.
Przez ostatnie miesiące miałam nadzieję na maila raz na jakiś czas: "Jest ok, żyję, jest dobrze."
Ale była cisza. Usprawiedliwienia szły codziennie: nowy kraj, nowa rzeczywistość, jakieś tam bariery, nauka języka, codzienne sprawy... ale czy to usprawiedliwia kogoś kto nie dba o przyjaźń, kto przestał być odpowiedzialny. Przecież to ona - moja siostra, powiedziała mi o tym i to ona mnie tego nauczyła i sama wyznaje taką zasadę: być odpowiedzialnym za przyjaźń.
Ja sobie popłakałam, a ona paliła papierosa. Miała czerwone oczy, ale nie wiem czy to przypadkiem nie od alergii. Od momentu przylotu uaktywniła się jej alergia, w UK tego nie ma.
A może było jej bardzo przykro? Bo mnie kiedy to wszystko mówiłam, było bardzo smutno i bardzo ciężko.
Nie stać mnie na luksus tracenia ludzi i palenia za sobą mostów. Jestem typem z którym ciężko się przyjaźni i poznaje. Dlatego walczę.
Teraz myślę, że to spotkanie powinno inaczej wyglądać. Powinno być radośniejsze. Teraz nie ma najmniejszego sensu przerabiać tego wszystkiego jeszcze raz.
Liczę tylko,że moja siostra to kiedyś przeczyta ...
Przyjaźń ocalała i jestem bardzo bardzo szczęśliwa z tego powodu, bo wiem, że nie zniszczy jej ani czas, ani odległość ani zmiany charakterów.
wrednie pozdrawiam Solarska vel 4emkaa