blog

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 kwietnia 2010

keep smiling... nie przestawaj się śmiać



Tak, to moje oko... piękne, błękitno - szare ze złocistymi plamkami. Odkryłam to niedawno robiąc sobie samej zdjęcia a potem zrzucając je do pamięci mojego komputera. To mile zdać sobie sprawę z tego, że znalazło się w sobie coś ładnego, co się podoba tylko właścicielowi. Skomplikowane to trochę i takie dziwne jednocześnie.
Yes, that's my eye... Beautiful blue and gray with golden spots. I found out about it when I was doing myself some pictures and then downloaded them to the memory of my  laptop. It's nice to realize that you found something nice in you, just what likes "the owner". It's a bit complicated and weird at the same time . 
Wiosna na dobre rozgościła się w Polsce. Nie ma śniegu, wszystkie ciepłe kurtki, szaliki i rękawiczki powitały kartonowe pudła i spoczęły tam na lenie miesiące. Byle do zimy. A ja zakładam wiosenny szary płaszczyk i rano idąc do pracy klnę na czym świat stoi, bo marznę. Wyposzczona oczekuję na słońce. Łapczywie chwytam każdy promień i zastanawiam się kiedy w końcu wsunę nagie stopy w moje nowe sandały. Czekam tego z utęsknieniem, a na razie staram się maskować pozostałości zimowej chandry uśmiechem ... Mówię sama sobie: NIE PRZESTAWAJ SIĘ UŚMIECHAĆ... i czekam miękkie i ciepłe deszcze kwietniowe, ale nie chcę żeby się kończyły...
Spring stayed in Poland for good. There is no snow, all warm jackets, scarves and gloves greeted the cardboard boxes and will be rest there for all summer months. So long for winter. And I put my spring gray coat every morning and walk to work and I curse, because I'm freezing. "Fasted" by lack of sunlight I'm looking for the SUN. Greedily catch its every ray, and wonder when I finally slip my bare feet into new sandals. I expect this moment with longing, but for now I'm trying to mask remains of the winter blue with smile. I say to myself: "Keep smiling!" and wait for soft and warm April rains, but I don't want them to be over ... 

piątek, 12 marca 2010

Zaczęło się wielkie odliczanie... Countdown has begun

Zaczęło się 4 marca 2010 w Argentynie. Zakończy się 4 grudnia tego samego roku. Zaczęło się i skończy się tym samym - koncertem.
A ja liczę moje pieniądzę i modlę się o dużą nagrodę roczną. Moje plany w stosunku co do uczestnictwa w ostaniej wielkiej trasie koncertowej A-ha mojego ukochanego zespołu, zaczynają się rozszerzać na inne kraje... W głowie mam takie państwa jak Litwa lub Łotwa. A to wszytko w razie czego gdyby A-ha nie przyjechali do Polski.

It began on 4 March 2010 in Argentina.   It will close on 4 December of that same year. It started and will be finished the same by the concert.
I'm counting my money and I pray for the big bonus from my company. My plans which are: to participate in the recent A-ha’s grand tour (my beloved group), begin to expand to other countries ... I think about countries like Lithuania and Latvia. That is in case if A-ha wouldn't come to Poland.

Odliczam czas, projektuję koszulki naszego małego  międzynarodowego fanclubu.
Moje projekty właśnie się urzeczywistniają. Czekam na paczkę . Czekam też na moje zamówienie z  księgarni Melin. Dojechać mają do mnie dwie płyty ;) Poczekamy zobaczymy.
W ferworze walki zamykam się na wszelkie informacje związane z koncertami chłopaków.  Ludzie na FB wstawiają zdjęcia, filmy, a ja uciekam od tego. Nie oglądam. Chcę mieć niespodziankę w Oslo.
Otaczam się ich muzyką. Ostatnio moje życie  przypomina wielki  teledysk A-ha...

I countdown days, design T-shirts for our small international A-ha fan club.
My projects become a reality.  I’m waiting for the package. I’m waiting for my order from bookstore Merlin.pl.  I will get two CDs;) I wait and see.
In the fever of my battle with time, I shut myself from all the information related to A-ha concerts. People on FB shows their photos, videos from gigs but I escape from this all. I don’t’ watch. I want to have a surprise in Oslo.
I surround myself with their music. Recently my life is like a big  A-ha’s music video…


sobota, 29 marca 2008

Morze miłości, morze radości ... szczęcia

Dziś jest czas na szczęście, na szerokie otwarcie ramion i oczu i przyjęcie miłości. Powiedzenie kocham i radosne odpłynięcie w swobodny sen.
Ech, pomarzyć zawsze można. Święta były. Białe i zachwycające miejscami. Generalnie przeszły pod znakiem chorobowym, cierpienia i czułego obejmowania kibelka. Głowę rozsadzał mi migrenowy ból. Zastanawiałam się czy kiedyś to się skończy ... i skończyło się po 4 dniach.
Wzięłam wolne, żeby doprowadzić się do używalności, a i tak dopadło mnie choróbsko w postaci kataru, kark mi sztywniej, ale to ze zmęczenia. To mnie całkowicie zaskakuje jak mój organizm po zimie jest słaby. Wygląd wyglądem, ale moja odporność to czysty dramat. Przydała by się dobra dawka słońca i pielęgnacja. Do wyjazdu do Turcji zostały 2 miesiące, muszę wziąć się za siebie i zrobić porządek ze skórą, włosami i paznokciami.
Aż dziw bierze, że oddałam krew w lutym, na balu wampirów. Niedługo pewnie znów będzie akcja oddawania krwi. Zawsze będę brała żelazo i suplementy, poprawię się i będzie ok.
Muszę też jeść więcej owoców i warzyw. Takie postanowienie robię co miesiąc ale nijak to wychodzi. Warzywa jeszcze są drogie, a owoce bez wartości. Mam pomarańcze, są niezłe i są jabłka. Wczoraj jadłam gruszki. Za dwie zapłaciłam 2 złote. Przerzucę się chyba na mrożonki, bo są zdrowe i zawierają dużo witamin. Moja skóra jest taka blada, że aż przezroczysta. W środę idę do fryzjera, koloryzacja pełna. Bez żadnych refleksów, cała głowa w jednym kolorze. Będę równać. Zobaczę jak to wyjdzie. Na razie jest ok.
Płakać mi się chce. Przed 10 minutami skończyłam gadać z Radkiem. Olka zaczęła pracę, on awansował. Udało się im . To dobrze. A ja jestem tutaj i klepię słodką biedę. Wiem, że może jestem głupia, ale w sumie mogę tutaj żyć. Z Radkiem trudno mi się gada. On się zmienił i ja się zmieniłam.
Jesteśmy dwójką ludzi żyjących w dwóch innych światach. Czasami te światy będą się spotykać.
Ale teraz to nie ma żadnego sensu ani znaczenia. Ja go nie zrozumiem i on mnie.
Wszystko co dziś mają zawdzięczają sobie i to jest ważne i bardzo się ciesze, że dokonali takiego a nie innego wyboru.
Wakacje w U.K. może kiedyś :)

Dziś wieczorem jestem umówiona z laskami na babskie spotkanie u Mariana w "La FIESTA". Zobaczymy co z tego wyjdzie. Kasia ma do mnie zadzwonić rano. A ja mam tyle do roboty...

Dobra jeszcze chce poczytać.

sobota, 15 marca 2008

Shopping


Mam nowe kosmetyki. Uległam czarowi Maybelline. Kupiłam dwie szminki, tusz do rzęs i podkład adaptujący się do koloru skóry.
Po zimie wyglądam jak upiór. Blada z żółtymi włosami. Musze iść do fryzjera i zrobić porządek z włosami. Zrobię sobie grzywkę. Muszę kupić trzy pary butów. Pantofle czarne na obcasie do latania, koturn z odsłoniętym placem : PEEP TOE i sandałki do Turcji.
Koniecznie, koniecznie.

Pewnie na to pęknie trochę kasy, ale cóż taka dola kobieca.
Może jeszcze jakaś seksowna bluzeczka? Zobaczymy.
Na głowie są teraz ważniejsze sprawy.
Przede mną tydzień chodzenia do pracy na 6 rano. Już na samą myśl spać mi się chce. Dochodzi pierwsza w nocy a ja cały czas siedzę w necie. Chcę poczytać jeszcze blog
Tut-Tur
Obawiam się jednak że to mi nie wyjdzie, jestem już zbyt zmęczona. Dziś wybierałam z mamą jej podkład. Znalazłyśmy
całkiem fajny w znośnej dla mojego portfela cenie. I tak wydałam 122 złote na same kosmetyki. Raz w roku robię sobie i mamie taką przyjemność :) Ech życie. Może kosmetyki nie najdroższe, ale dobrych polskich firm. Mama testując swój makeup piszczała z radości - TAKI O JAKI CHODZIŁO! Więc jest ok.

Przyjaciółka jest na etapie kupowania mieszkania dziś nasza rozmowa na GG była mieszaniną ochów i achów wykrzykiwanych na widok zasłon, dywanów i lamp. Padały propozycje kolorystyczne i ogólnie ta wymiana poglądów trwała dość długo jak na nas. W robocie była strona
Ikei. Izucha ściągnęła sobie na swojego lapa program do aranżacji mieszkań. Powiedziała, że jutro będzie się bawić. Zazdroszczę jej tej radości. Ja sama urządzałam swoje mieszkanie, nie mając go jeszcze. I w końcu jest takie jakie chciałam. Kupiłam je prawie 3 lata temu i cały czas czuję, że jeszcze jest dla mnie nadal nowe.

Bordowa ściana, kolaże własnej roboty, zielone rolety i dywan. Brązowa kanapa i dwukolorowe meble. Moje małe mieszkanie nabierało rozmachu i kolorów w moje głowie. Trudno było zdecydować się na dobór palety barw. Kłopotem było ogromne okno, które nie wiedziałam jak rozwiązać.
Pokochałam odsłonięte okna. Rolety spuszczam kiedy świeci słońce. Marzyłam o rolecie rzymskiej materiałowej. Nie wykluczam, że kiedyś taką kupię.
Brakuje jeszcze jednego obrazu na ścianę nad łóżkiem. Muszę czegoś poszukać. Może znajdę.
Nad kącikiem muzycznym wisi imprezka. Obrazek o kawiarnianym rysunku, właśnie tam pasuje i to bardzo.
Bardzo chce mi się spać.

Oby dziś przyśnił mi się Mir. Już jestem tak uzależniona od myśli o nim i zaczynam tęsknić za jego widokiem. A szkoda gadać. Aż dziwnie mi się to pisze.
Za oknem pada deszcz, jest ciemno i chłodno. Mam nadzieję, że jutrzejsze spotkanie z laskami uda się i wszystkie będziemy zadowolone z zakupów. Polowanie na buty rozpocząć czas. Trochę sklepów do zwiedzenia będzie, nie mogę zapomnieć o cienkich skarpetkach do mierzenia. A pięty nadal mam niewyjściowe. Niech żyje lenistwo oraz skarpety frote :P

czwartek, 13 marca 2008

Tearing eye

Jestem smutna.
Chce mi się płakać. Zbliża się wiosna, a ja coraz mocniej myślę o wakacjach i o Mirze. Wydaje mi się, że jak pojadę do hotelu to go już nie spotkam. Zawsze mogę mieć nadzieję, ale to takie pretensjonalne, myśleć coś o facecie, z którym trudno było się dogadać, powiedzieć mu co się czuje i stanowić dla niego tylko tło.
Jestem głupia. Zawsze byłam głupia w kwestii miłości. Zawsze zakochiwałam się bez wzajemności, albo byłam niedostrzegana, albo za brzydka. Tak już jest dola grubej dziewczyny. Zawsze mi czegoś brak. Mam pecha i tyle.
Raz byłam w związku, raz cierpiałam i umierałam z miłości. Raz - wystarczy.
Teraz nie będę udawała, że mam serce z kamienia, nie nigdy nie miałam. Płaciłam wysokie ceny za szczerość. Mogę zrobić rozliczenie z mojego obchodzenia się ze sobą jak ze śmierdzącym jajkiem.
Nie roztrząsaj, bo będzie jeszcze gorzej? Jak może nie być gorzej. Wielki napis zapala mi się w głowie "SAMOTNOŚĆ". Trzydziestolatka mówiąca coś takiego. Kobieta bez uczuciowej przeszłości i przyszłości. Jeszcze nie zgorzkniała, jeszcze nie pokryta patyną czasu, nie zakurzona.
Jak się kiedyś określiłam - szklane drzwi balkonowe. Tylko szyba i aż szyba. Delikatna, bo łatwo ją stłuc i niebezpieczna, bo może poranić.
Zbyt dużo łez, mało czułości i radości, mało ciepła. Tylko w chwilach słabości pokazanie ludzkiego wnętrza. Góra lodowa dryfuje.

wtorek, 11 marca 2008

12 stopni na plusie


Sobotnia balanga dała mi się we znaki. Pojechałam na firmową, coroczną imprezę, miałam tam zostać tylko dwie godziny i zostałam do końca. Wróciłam do domu wczesnym rankiem w niedzielę.
Tańczyłam, piłam i śpiewałam karaoke. Do tego dorwałam jeszcze kręgle.
Wróciwszy do domu zrzuciłam ubranie, które śmierdziało dymem papierosowym i poszłam spać.
Umyłam tylko zęby. Padłam jak kawka.
W niedzielę o 13:40 obudził mnie SMS od koleżanki z zapytaniem czy dobrze się czuję, potem przyszedł kolejny od kolejnej.
O 14:30 zadzwoniła moja mama z zapytaniem co robię. Odpowiedziałam, że właśnie wstaję po nocnej balandze. Zjadłam małe śniadanie i pojechałam ze starszakami do sklepu. Mieli zrobić niewielkie zakupy. Okazało się, że zakupy istotnie były niewielkie acz znaczące.
Mama kupiłam 3 bluzki i parę dżinsów rurek. Ja kupiłam sobie klasyczne granatowe o prostej nogawce spodnie i jestem z nich bardzo zadowolona.
W piątek kupiłam jeszcze sobie i mamie ażurowe sweterki w kolorze brązowym wiązane na troczki. Bardzo kobiecy sweterek.
Będzie mi pasował. Musze porobić zdjęcia i zamieścić je tutaj. Tylko najpierw muszę kupić sobie ładowarkę i akumulatory do mojego aparatu cyfrowego. Wówczas będę mogła robić zdjęcia i zamieszczać je na blogu. Chcę pokazać, że dziewczyna która nie ma dużo pieniędzy oraz figury modelki może wyglądać korzystnie i modnie. Nie rozumiem tego , że jak gruba to od razu zaniedbana, bez polotu.
Była zima i faktycznie zapuściłam się. Ale już gromadzę wiosenną i letnią garderobę, nie mówiąc o przeglądzie kosmetyków, który muszę zrobić. To konieczne. Może na poważnie zainteresuję się robieniem zakupów w sieci. Na takim E-bay-iu i Allegro można kupić cudeńka za śmieszne pieniądze. Dobra polatam trochę po stronach.

Dziś była piękna pogoda. Liczę i jutro na taką. 12 stopni na plusie robi różnicę, okulary przeciwsłoneczne poszły w ruch. Krótkie kurteczki znów pokazały się na ulicach a do tego długaśne szale i wielkie torby. Tylko jeszcze dalej królują kozaki, długie obowiązkowo na obcasie, a jeśli na płaskim to tylko luźny botek, sama taki mam :P.


Oj moda jest dla każdego, ale doszłam do wniosku że trzeba się umieć ubrać, nie mówiąc o malowaniu, układaniu włosów. To cała sztuka, ech niekoniecznie dostępna i mnie.

Dobra wystarczy użalania się nad sobą. Pora jeszcze poczytać o Mahmutlar.

piątek, 7 marca 2008

Total green

Kocham te buty. Kupiłam dziś AVANTI i w środki był katalog "Venezii" z nową kolekcją na wiosnę i lato. Jestem chora na te buty, postaram się znaleźć podobne tylko że tańsze. Ich cena to 219 złotych. Nie stać mnie na nie. Ale są śliczne.
Mam parę ślicznych bluzeczek, które świetnie by pasowały do tych butów i jeszcze lekko luźne granatowe spodnie, bosko :) Oj chciałabym móc wyglądać ładnie.
No cóż sklepy będą musiały dać mi odpór, bo będę szukać takich sandałków do upadłego.

Czytam ... czytam i czytam. Dużo i namiętnie. Teraz "Sto lat samotności". Książka jak bajka o ludziach, mieście i życiu. Piękna, prawdziwa i taka mądra.
Wiele się z niej można dowiedzieć o samym sobie, tylko trzeba ją czytać sercem. Nie analizuję, a zachwycam się. Czuję zapach prochu strzelniczego i widzę czarny bandaż Amaranty, a piękna Remedios milczy towarzysząc mi w autobusie.

Mam marzenie. Chcę spędzić wakacje jak najmilej. Jadę do Turcji i mam nadzieję, dobrze się bawić i odpocząć. Czekam na bonusa. Pojadę zapłacić za wakacje i będę wiedziała, że mogę być już spokojna.

Czekam na zielone, śliczne, małe listki oraz żółte, słoneczne żąkile:) Chciałabym już wiosny. Na razie mam wiosnę w lodówce : żółtą i zieloną paprykę.