blog

czwartek, 13 marca 2008

Tearing eye

Jestem smutna.
Chce mi się płakać. Zbliża się wiosna, a ja coraz mocniej myślę o wakacjach i o Mirze. Wydaje mi się, że jak pojadę do hotelu to go już nie spotkam. Zawsze mogę mieć nadzieję, ale to takie pretensjonalne, myśleć coś o facecie, z którym trudno było się dogadać, powiedzieć mu co się czuje i stanowić dla niego tylko tło.
Jestem głupia. Zawsze byłam głupia w kwestii miłości. Zawsze zakochiwałam się bez wzajemności, albo byłam niedostrzegana, albo za brzydka. Tak już jest dola grubej dziewczyny. Zawsze mi czegoś brak. Mam pecha i tyle.
Raz byłam w związku, raz cierpiałam i umierałam z miłości. Raz - wystarczy.
Teraz nie będę udawała, że mam serce z kamienia, nie nigdy nie miałam. Płaciłam wysokie ceny za szczerość. Mogę zrobić rozliczenie z mojego obchodzenia się ze sobą jak ze śmierdzącym jajkiem.
Nie roztrząsaj, bo będzie jeszcze gorzej? Jak może nie być gorzej. Wielki napis zapala mi się w głowie "SAMOTNOŚĆ". Trzydziestolatka mówiąca coś takiego. Kobieta bez uczuciowej przeszłości i przyszłości. Jeszcze nie zgorzkniała, jeszcze nie pokryta patyną czasu, nie zakurzona.
Jak się kiedyś określiłam - szklane drzwi balkonowe. Tylko szyba i aż szyba. Delikatna, bo łatwo ją stłuc i niebezpieczna, bo może poranić.
Zbyt dużo łez, mało czułości i radości, mało ciepła. Tylko w chwilach słabości pokazanie ludzkiego wnętrza. Góra lodowa dryfuje.

Brak komentarzy: