blog

sobota, 29 marca 2008

Morze miłości, morze radości ... szczęcia

Dziś jest czas na szczęście, na szerokie otwarcie ramion i oczu i przyjęcie miłości. Powiedzenie kocham i radosne odpłynięcie w swobodny sen.
Ech, pomarzyć zawsze można. Święta były. Białe i zachwycające miejscami. Generalnie przeszły pod znakiem chorobowym, cierpienia i czułego obejmowania kibelka. Głowę rozsadzał mi migrenowy ból. Zastanawiałam się czy kiedyś to się skończy ... i skończyło się po 4 dniach.
Wzięłam wolne, żeby doprowadzić się do używalności, a i tak dopadło mnie choróbsko w postaci kataru, kark mi sztywniej, ale to ze zmęczenia. To mnie całkowicie zaskakuje jak mój organizm po zimie jest słaby. Wygląd wyglądem, ale moja odporność to czysty dramat. Przydała by się dobra dawka słońca i pielęgnacja. Do wyjazdu do Turcji zostały 2 miesiące, muszę wziąć się za siebie i zrobić porządek ze skórą, włosami i paznokciami.
Aż dziw bierze, że oddałam krew w lutym, na balu wampirów. Niedługo pewnie znów będzie akcja oddawania krwi. Zawsze będę brała żelazo i suplementy, poprawię się i będzie ok.
Muszę też jeść więcej owoców i warzyw. Takie postanowienie robię co miesiąc ale nijak to wychodzi. Warzywa jeszcze są drogie, a owoce bez wartości. Mam pomarańcze, są niezłe i są jabłka. Wczoraj jadłam gruszki. Za dwie zapłaciłam 2 złote. Przerzucę się chyba na mrożonki, bo są zdrowe i zawierają dużo witamin. Moja skóra jest taka blada, że aż przezroczysta. W środę idę do fryzjera, koloryzacja pełna. Bez żadnych refleksów, cała głowa w jednym kolorze. Będę równać. Zobaczę jak to wyjdzie. Na razie jest ok.
Płakać mi się chce. Przed 10 minutami skończyłam gadać z Radkiem. Olka zaczęła pracę, on awansował. Udało się im . To dobrze. A ja jestem tutaj i klepię słodką biedę. Wiem, że może jestem głupia, ale w sumie mogę tutaj żyć. Z Radkiem trudno mi się gada. On się zmienił i ja się zmieniłam.
Jesteśmy dwójką ludzi żyjących w dwóch innych światach. Czasami te światy będą się spotykać.
Ale teraz to nie ma żadnego sensu ani znaczenia. Ja go nie zrozumiem i on mnie.
Wszystko co dziś mają zawdzięczają sobie i to jest ważne i bardzo się ciesze, że dokonali takiego a nie innego wyboru.
Wakacje w U.K. może kiedyś :)

Dziś wieczorem jestem umówiona z laskami na babskie spotkanie u Mariana w "La FIESTA". Zobaczymy co z tego wyjdzie. Kasia ma do mnie zadzwonić rano. A ja mam tyle do roboty...

Dobra jeszcze chce poczytać.

Brak komentarzy: