Jest zajebiście. Zamiast spać ja siedzę i klepię w klawiaturkę. Stoję na własnych rzęsach i mam wrażenie, że za moment się połamią. No dobra na poważnie... Dziś o 16:50 wylatuję na zasłużone wakacje. W poniedziałek spakowałam swoją wielką rudą walizkę.
Robiłam to od momentu powrotu z pracy, czyli od 15:30 do położenia się do łóżka czyli do 22:30. W międzyczasie byłam u starszaków, wykonałam około 10 rozmów telefonicznych i opieprzałam się totalnie... byle nie pakować swoich rzeczy do walizki. W końcu o 22:00 podjęłam heroiczny wysiłek i spakowałam się. Jestem stuknięta, ale nienawidzę się pakować. Dla mnie pakowanie to kara za to, że wyjeżdżam :))) Dziwnie to postrzegam ale tak właśnie jest. Zrobiłam to i mam z głowy:)
Wtorek zaczął się dla mnie o 4:40 budzikowym śpiewem mojej komórki. Był pocałunek od Tarkana i otworzenie oczu... O rany. Po prysznicu i przebierankach, wyposażona w butelkę wody i bułki poszłam do pracy.
Powiewałam nową spódnicą i przechadzałam się w balerinach i byłam z siebie dumna bo spakowałam się. Wróciłam do domu. Przywiozłam do domu moją torbę ratunkową R-0. Po powrocie z Turcji mam od razu szkolenie ratowników. Idę spać...
A kolejną notkę napiszę z jednej z kafejek z Mahmutlar :)
wrednie i nocnie pozdrawiam Solarska vel 4emkaa
P.S. Tak mam kuku na muniu na punkcie podróży:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz