.jpg)
Jest pięknie. Świeci słońce, nie pada, gorąco jak diabli. Czekam na spokojne dni. Gonitwa myśli zapiera dech a ja nawet, najzwyczajniej w świecie, nie mam czasu podrapać się w głowę.
Chwilami wracam ...
Znów otwiera się przede mną skrzynka z napisem Turcja. Wyciągam wielobarwne szaliki i miskę w kolorze indygo z czerwonej gliny. Avanos.
Potem wszystko kołuje przed oczami i zapadam w sen.
Książka na plaży... Polska.
Przełożone przez balustradę werandy moje stopy i angielski deszczowiec, którego akcja dzieje się w Paryżu, a potem w Langwedocji.
Kilka chwil później siedzę w kajaku i wiosłuję. Płyniemy pod wiatr, z prądem Noteci. Jest bardzo trudno i bolą ręce. Marznę cała. Mokra twarz i moje nogi odziane w czarne legginsy.
Buty trekkingowe przydają się gdy chodzę na spacery.
Wielkie siniaki na dłoniach od grania w siatkówkę.
Znajomi, którzy dostają ataku śmiechu i nocne awantury powodowane przez innych - a nie nas :)
A w głowie gra cały czas jakaś zaczarowana melodia. Splatam wątki w jedną całość.
W niedzielę o 23:30 na Jedynce nadano "Smak życia 2". Dla mnie to była nowość, ale jestem pod ogromnym wrażeniem tego filmu. Jego część pierwsza też bardzo mi się podoba... dlaczego? Nie jest o Turcji, ale o moim ukochanym i wyśnionym mieście Barcelonie. "Smak życia" i jego kontynuacja to niby zabawne historie, ale wcale nie są płytkie i pozbawione sensu.
Uwielbiam takie filmy, a te jakby kręcone w formie kolażu, do tego dobra muzyka i ciekawi aktorzy.
A druga część natchnęła mnie nadzieją, że kiedyś pewna tułacza się skończy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz