blog

piątek, 7 listopada 2008

4emkaa Hasimoto... cokolwiek to znaczy.

W ostatnich dniach w Warszawie zrobiło się bardzo zimo. Martwi to mnie i moich znajomych.
Znów siedzę po godzinach w pracy i jestem ledwo żywa. Polska złota jesień jest wspomnieniem tak samo jak październik :( Zatem byle do wiosny. Przeprosiłam się z moim starym ortalionowym płaszczem puchowym i korzystam z jego usług :)
We wtorek pofatygowałam się do lekarza z moimi wynikami ... Rezultat: choroba Hasimoto + branie do końca życia leku Euthyrox... Nie umieram, ale generalnie muszę się pilnować. Ta choroba to niedoczynność tarczycy. Mam już wytłumaczenie moich fochów, płaczliwych dni wycia na reklamach telewizyjnych i spierania się o byle co. Rozregulowanie hormonalne powoduje właśnie takie zachowania.
Nie jestem typowym przypadkiem. Każda osoba chorująca na to to inny rozdział. Przypadki książkowe czy się zdarzają trudno powiedzieć. Wystarczy tylko dodać, że w pracy w mojej sekcji jest jeszcze jedna dziewczyna chora na Hasimoto i ona jest moim przeciwieństwem.
Co mnie nie zabije to mnie wzmocni :)

wrednie pozdrawiam 4emkaa

Brak komentarzy: