blog

wtorek, 29 kwietnia 2008

Wątki z południowoamerykańskiej telenoweli cz. 2 - Droga przez mękę.

Powinno być wesoło, a nie jest. Będzie poważnie. Nie śpię od około 20 godzin i czuję, jak siły ze mnie uciekają. Ponad 3 dni z poprzedniego tygodnia spędziłam na szkoleniu ratowników. Moja fabryka kredek pozwoliła mi na kurs pierwszej pomocy.
Nie było to łatwe. Widziałam dużo drastycznych zdjęć. Chyba nigdy nie zapomnę zdjęcia małej dziewczynki niesionej przez krewnego. Dziewczyna nie płakała, jej oczy były wielkie i smutne, włosy skołtunione... Miała oberwane obydwie stopy od wybuchu bomby albo miny... żyła.
To zdjęcie będzie mnie prześladować, jest w mojej pamięci i chyba za bardzo się w nią wryło.
Wojna to straszna rzecz.
Na szkolenie poszłam, bo chciałam. Jestem ochotnikiem. Nie lubię słowa wolontariusz, dlatego jestem ochotnikiem. Mam silną motywację. Spełniam swoje marzenie. Chciałam być pracownikiem białego personelu. Nie będę z wykształcenia, ale po kursie.
Wiem jak ratować człowiek z zawałem serca, wiem jak resuscytować niemowlę. Umiem zakładać kołnież ortopedyczny i przestaje nerwowo reagować na wypadki. Zaczęłam bacznie rozglądać się na boki w poszukiwaniu oznak słabości u ludzi. Zaskakujące jest to, że człowiek może żyć podtrzymywany trzydziestoma uciśnięciami klatki piersiowej i dwoma wdechami powietrza w jego usta. Tak można w nieskończoność. A przecież chodzi o odzyskanie świadomości, powrót do własnego ja, do rzeczywistości.
To stan śmierci "nie-śmierci".
Poważnie jest, mimo że całe szkolenie odbywało się w dobrych humorach. Głośne odliczanie 30 uciśnięć klatki piersiowej robi niesamowite wrażenie. Niesamowite wrażenie, też ma się kiedy słyszysz jak szkoleniowy defibrylator przygotowuje się do strzału energii w czyjąś klatkę piersiową, a ty wiesz, że właśnie kogoś ratujesz, może i nawet uda ci się go przywrócić do życia.
Zderzeniem z rzeczywistością było dziś dla mnie sprawdzenie zawartości, dotykanie torby ratowniczej R 0. Ta torba należy do mojej koleżanki i to dzięki niej znalazłam się na tym szkoleniu. Otóż w tej torbie oprócz przydatnych chust trójkątnych, flar długich i krótkich oraz opatrunków i maski resuscytacyjnej jest mała prostokątna paczka zawierająca czarny prostokąt foli i rękawiczki. To worek na zwłoki... Byłam zszokowana... Obym nigdy nie musiała użyć tego worka. Obym nigdy nie użyła swojej wiedzy i umiejętności. Boże, takie mam życznie.
Droga przez mękę zacznie się dla mnie rano. Kiedy będę szła do lekarza. Dziś do mnie zadzwoniono i przepisano mnie na jutro z 30 kwietnia. Idę na spotkanie z moim lekarzem rodzinnym o 11:15. Mam numerem 15.
Niedziela była udana. Piękne okoliczności przyrody dały wytchnienie moim zmysłom i duszy.
Potrzeba mi więcej takich spacerów i dotleniania się. Poczuję życie...

wrednie i poważnie Solarska vel 4emkaa

Brak komentarzy: