Światło filtrowane przez chmury tworzy na gładkiej powierzani jaskrawe, połyskliwe plamy.
Moja skóra jest słona. Podpływam do brzegu i wychodzę z wody. Czuję jak stróżki wodny spływają po moich udach w dół. Czuję pieszczotę jego wzroku na moim karku.
Słodka woda jest słodka i obmywa sól z ciał ...
Biała, płócienna koszula powiewa na wierze... Nie zapięte dwa guziki u szyi ukazują złocistą opaleniznę.
Moja turkusowa tunika faluje.
Do wnętrza skórzanych sandałów dostają się ziarenka piasku z nadmorskiej plaży. Za 40 minut odjedziemy stąd. Aby uchwycić ten moment, dzień i zachować w pamięci to światło siadamy w kafejce pod gołym niebem twarzami do morza, przychodzi kelner. Zamawiamy po butelce zimnej wody, bez szklanek... Dostajemy je oszronione i mokre... i tak siedzimy przez resztę pozostałego czasu wolnego w pustej kafejce, kontemplując czas, odbytą kąpiel, słoność skóry, Morza Martwego i słoność naszych pocałunków... ze słodką wodą w tle.
Otwieram oczy ... to tylko sen. Jego ze mną nie ma i nie będzie. A Morze Martwe pewnie dalej niewzruszenie trwa jak trwało ... to był tylko piękny sen o miłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz